sobota, 23 stycznia 2016

Jak zaoszczędzić dość sensowne kwoty? Poproś o rabat!

Hej Wszystkim!

Bardzo dużo się ostatnio u mnie dzieje, ale nie zapominam o blogu :) W wolnych chwilach sporo czytam, pogłębiając swoją wiedzę na tematy finansowe. Udało mi się też rozpocząć realizację jednego z noworocznych postanowień. Więcej o tym w swoim czasie.

Dziś będzie o czymś niby oczywistym, ale rzadko praktykowanym. Czy zdarzyło Wam się robiąc zakupy najzwyczajniej w świecie poprosić sprzedawcę o rabat?

Ja w zasadzie niedawno odkryłam potęgę tej metody. Kupowałam zegarek na prezent dla bliskiej mi osoby. Chciałam kupić coś dobrej jakości, bo i okazja była szczególna. Najpierw zrobiłam research, a następnie dałam sobie kilka dni zanim podjęłam decyzję jaki model chcę zakupić.

Kiedy wróciłam do salonu zdecydowana nabyć prezent, po dłuższej rozmowie ze sprzedawcą na temat samego produktu zapytałam po prostu, czy mogłabym otrzymać jakiś rabat. Uwaga - zgodził się bez problemu :) Zaproponował mi 10%, po czym okazało się, że zegarek ma delikatną, może milimetrową ryskę na kopercie (praktycznie nie było to widoczne dla oka) i sam zaoferował, że powiększy rabat do 15%. Przyznam Wam, że sporo wtedy zaoszczędziłam.

Nadmienię, że byłam w innym salonie zegarków i również zapytałam o rabat na ten sam model - tam też mi go zaproponowali, choć ich oferta była mniej korzystna niż oferta salonu, w którym w końcu dokonałam zakupu.

Skoro wtedy przyszło tak łatwo, postanowiłam, że będę częściej próbować tej metody. Niestety, nie wszystkie sklepy zechcą udzielić rabatu. Nie próbowałam nawet w marketach typu Biedronka czy Lidl. Wydaje mi się, że tam wszystko ma określoną cenę i nie ma wielkiego pola do negocjacji. W Deichmannie mi odmówili, mówiąc, że mają program lojalnościowy i nie przewidują dalszych rabatów.

Niemniej, myślę, że ma to spory potencjał w sklepach z elektroniką, zegarkami, ubraniami oraz wszędzie tam, gdzie kupujemy jakieś droższe rzeczy. Jak wiecie, na nie jest mniej chętnych, więc i pole do negocjacji jest większe.

Tak naprawdę pytając o rabat nic nie tracimy. Musimy jedynie wyjść ze swojej strefy komfortu. Wiem, że za pierwszym razem może towarzyszyć nam zakłopotanie, polecam jednak się w tym ćwiczyć - za każdym razem będzie lepiej. Osobom bardzo pewnym siebie polecam nawet nie pytać o to, czy możecie otrzymać rabat, ale raczej o to, jaki rabat możecie otrzymać (sprzedawcy trudniej będzie odpowiedzieć "żaden" - możliwe, że zaproponuje choćby najmniejszy możliwy).



Metodę tę z ogromnym powodzeniem stosuję w pracy. Często nabywam produkty lub usługi od różnych podmiotów. Tak naprawdę około 95% moich pytań o rabat spotkało się z pozytywną odpowiedzią. Bywało, że rabaty były większe, niż się spodziewałam. Powinnam to zliczyć i stosować jako argument w negocjacji wyższego wynagrodzenia - w końcu sporo już oszczędziłam dla firmy :)

Jedyne, co jest pewne to to, że w 990 przypadkach na 1000 nikt Ci nie da rabatu, jeśli o niego nie zapytasz.

Zachęcam Was do zastosowania tej metody przy najbliższych zakupach (może niekoniecznie spożywczych, choć kto wie, jaka byłaby rekacja). Powodzenia i dajcie znać, czy udało się coś wynegocjować.

UWAGA! Różnica pomiedzy kwotą wyjściową a kwotą z rabatem powinna jak najszybciej znaleźć się na Waszym koncie oszczędnościowym!

Udanej niedzieli!
Justyna

P.S. Zapraszam do polubienia mojego fanpage'a na FB. Gwarantuję, że będziecie wiedzieli pierwsi o pojawieniu się kolejnych wpisów :)


4 komentarze:

  1. Jeśli chodzi o zegarki i tego typu rzeczy to polecam też głośno powiedzieć sprzedawcy, że taki i taki model przez internet kosztuje tyle i tyle. Oczywiście tylko jeśli jest to prawda, bo sprzedawcy doskonale zdają sobie sprawę, że zakupy online są tańsze, nawet przez ich stronę! Spuszczają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, ale akurat ten model, który ja wybrałam nie był szeroko dostępny w necie - był tylko w sklepie on-line tego salonu, w którym w końcu kupiłam. I tam cena była identyczna jak ta początkowa z salonu. Choć na pewno w wielu przypadkach jest to możliwe i warto :)

      Usuń
  2. cześć,

    wow, nigdy bym o tym nie pomyślała.Zawsze mi się wydawało, że cena sklepach sieciowych jest sztywno ustalona. Może kiedyś odważę się spróbować.
    Pozdr,
    też Justyna

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze wiedzieć, przy następnych zakupach muszę spróbować. Pozdrawiam Marta

    OdpowiedzUsuń