poniedziałek, 1 lutego 2016

Podsumowanie stycznia 2016

Witajcie w lutym!

Przed Wami moje pierwsze podsumowanie miesiąca. Długo się zastanawiałam czy powinnam ujawniać moje dochody, czy dzielić się prawdziwymi liczbami. Doszłam jednak do wniosku, że ja sama najchętniej czytam wpisy oparte na czyimś realnym życiu, a poza tym założeniem bloga było to, że będzie on pokazywał wszystko tak, jak jest, bez tuszowania czegokolwiek. Tak więc ukrywanie wysokości mojej pensji po prostu nie miałoby sensu.

Przejdźmy zatem do moich styczniowych dochodów. W pierwszym miesiącu roku dysponowałam kwotą:


Zazwyczaj moja pensja w 2015 plasowała się w okolicach 3040 zł, jednak tak jak pisałam w tym wpisie, pod koniec miesiąca miewałam często tendencję do naruszania kolejnej wypłaty, która już zdążyła do mnie wpłynąć. Jednym z postanowień na 2016 rok była walka z tym przyzwyczajeniem. W styczniu zdecydowanie mi się to udało. Jednak pod koniec grudnia musiałam skorzystać z części styczniowej wypłaty, dlatego dysponowałam nieco mniejszą kwotą niż do tej pory.

Przejdźmy do wydatków. Opłaty stałe przedstawiają się następująco:


W styczniu mi się upiekło - żadnych rachunków za wodę, prąd czy gaz. To wszystko skumulowało się w lutym, więc za miesiąc zobaczycie sporo większą kwotę w tej kategorii.


Jedzenie... Pisałam Wam we wpisie o postanowieniach noworocznych, że sporo pieniędzy w 2015 roku wypłynęło mi na jedzenie na mieście i słodycze. W styczniu jedzenie na mieście na dość przyzwoitym poziomie. Dość często wychodzimy z moim chłopakiem, czasem płaci on, czasem ja, a czasami się składamy. Bywało, że moje wydatki w tej kategorii sięgały nawet 200 złotych miesięcznie! Tym bardziej jestem zadowolona z wyniku poniżej 50 zł :)

Zarzekałam się w styczniu, że nie będę kupować słodyczy (pisząc to, miałam już 45 zł wydanych na słodycze), a będę jadła te, którymi zostanę poczęstowana. Przyznam, że i tak starałam się ograniczać, ale finalnie dobrnęłam do kwoty 62,40 :( Na pocieszenie powiem, że ta kwota zawiera także słodycze, którymi częstowałam gości, którzy wpadali na wizytę. Niemniej, tu widzę spore pole do poprawy.

Jedzenie w pracy to jedzenie zamawiane do biura z zaprzyjaźnionej firmy cateringowej, albo kupowane po drodze celem skonsumowania w pracy. Powinnam częściej robić własne obiady, a rzadziej zamawiać catering z dowozem, ale na usprawiedliwienie powiem, że miejsce, z którego zamawiam nie stosuje chemii, więc czuję się trochę usprawiedliwiona.

OK, idźmy dalej.



Tutaj wynik dość przyzwoity, ten wydatek w kategorii "ubrania" to chyba rajstopy. Nic większego nie kupiłam w styczniu, ale na wiosnę na pewno będę zmuszona odświeżyć zawartość szafy. Pisałam Wam kiedyś, że mieszkam z koleżanką, więc wszystkie wydatki typu środki czystości, papier toaletowy, proszek do prania dzielimy na pół. Stąd kwota nie jest porażająca.




Wspominałam już, że przez zakup opon zimowych do auta na moje konto oszczędnościowe w styczniu nie wpłynie taka kwota, jaką sobie założyłam. Niestety, w styczniu wydatki na auto to prawie 1/3 pensji. Opony jednak posłużą kilka lat, co do paliwa, to wynik jest trochę niemiarodajny, bo musiałam zatankować na samym początku miesiąca i w ostatnich jego dniach. Normalnie wydaję na paliwo 150-200 zł miesięcznie.

A teraz najbardziej różnorodna kategoria:


Jednym z moich postanowień na nowy rok było zdobycie nowych kwalifikacji. Chciałam zapisać się na kurs księgowości. Tak naprawdę kosztował on 1100 zł. Tylko stówka poszła ze styczniowego budżetu, resztę musiałam wziąć z moich oszczędności, dlatego nie uwzględniłam całej kwoty za kurs w wydatkach, żeby nie zaciemniać obrazu.

Jak kurs, to przydałyby się jakieś notatniki, zakreślacze, kalkulator - stąd kategoria "artykuły papiernicze". Wydałam także 34,42 zł na reklamę mojego fanpage'a na Facebooku. Przyznam, że próba nie była zbyt udana, jednak ja lubię zdobywać nowe doświadczenia, a z reklamą na FB nie miałam wcześniej styczności. Teraz przynajmniej mam jakiekolwiek pojęcie o tym, jak to funkcjonuje.

Dość sporą kwotę przeznaczyłam w styczniu na prezenty. Kryją się tam m.in. parapetówka u znajomych oraz dwie imprezy urodzinowe, a także jakieś drobiazgi dla mojej siostrzenicy.

Jeżeli chodzi o oszczędności, to w styczniu na mój mSaver wpłynęło:


Cieszę się, że w ogóle udało mi się coś odłożyć, choć potrafiłam odkładać i 1000 zł miesięcznie (o ile nie miałam żadnych niespodziewanych wydatków). Większość tej kwoty to właśnie odkładanie "mimochodem" w usłudze mSaver oferowanej przez mBank. Ja akurat ustawiłam sobie, że 2% każdej transakcji, jaką wykonam jest automatycznie przelewane na konto oszczędnościowe. Polecam :)

Podsumowując styczeń, udało mi się zachować zdrową proporcję, czyli WYDATKI < DOCHODY.


Oszczędności zdecydowanie do poprawy, choć już w najbliższych miesiącach czeka mnie kolejny większy wydatek, a mianowicie ubezpieczenie auta. Niemniej, postaram się trochę zredukować niepotrzebne wydatki, żeby powiększyć stan konta oszczędnościowego.

To tyle ode mnie na teraz, na dniach wrzucę plan wydatków na luty, zobaczymy czy uda mi się go zrealizować. Będę zobowiązana jeśli zechcecie polubić moją stronę na Facebooku i posłać ten tekst w świat :)

Życzę dużych oszczędności w lutym!
Justyna

17 komentarzy:

  1. No i takiej notki mi tu brakowało! ;)
    Co do opon - 600 zło to nie 1/3 Twojej pensji, ale bliżej kwocie do 1/5 ;)
    Jedzenie faktycznie troszkę dużo, jak na jedną osobę, ale nie jest źle, są różne miesiące. Życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz dopiero doczytałam (rano jest!), że chodziło ogólnie o auto, nie opony... Także 1/3 jest ok ;)

      Usuń
  2. z reklamą wstrzymaj się aż będzie co czytać - na razie są 3 wpisy na krzyż więc mało osób coś tu znajdzie. Możesz komentować inne blogi - ja w ten sposób trafiłam do Ciebie. I błagam, zmień ten infantylny schemat kolorystyczny - pasuje bardziej do bloga nastolatki niż do bloga o oszczędzaniu. Sama kocham różowy ale do takiej strony nie pasuje, a poza tym widać z daleka, jak ktoś to czyta w pracy :D :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Możę zacznij przygotowywać własne słodycze w domu? Taniej i bardziej zdrowo. Pomimo wydatków udalo Ci się coś odłożyć. Gratuluję.
    Miłego wieczoru. Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Marta! Pomysł jest super, tylko z czasem i chęciami jest różnie. Zdarza mi się coś upiec, ale zazwyczaj łatwiej jest coś kupić na szybkie zaspokojenie głodu cukrowego...
      Ale masz rację, że słodycze domowe to zupełnie inna liga niż te sklepowe :)

      Usuń
  4. Uważaj. Oszczędzanie to sposób życia - ale z bardzo cienką granicą. Jeśli ją przekroczysz będziesz odbierana jako osoba skąpa. Poza tym w życiu nie chodzi wyłącznie o odkładanie pieniędzy. Lepiej maksować dochód, zbudować fundusz bezpieczeństwa, fundusz awaryjny, i spokojnie inwestować.

    Rozważanie, że wydałaś "aż" 60 zł na słodycze i że planujesz tutaj "poprawić się" brzmi przytłaczająco. No bo gdzie przyjemność i życie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Michał,

      Oczywiście, ja znam granicę i broń Boże nie skąpię. Świadczy o tym choćby to, że nie żałuję wyjść na miasto, wyjazdów, po prostu wolę ciąć tam, gdzie ma to sens. Słodycze nie są dobre ani dla zdrowia ani dla figury :) Niestety są moim małym uzależnieniem... Coś z czym chciałabym zawalczyć. Niemniej, uwierz że zamierzam cieszyć się życiem :) A zbieram nie dla idei oszczędzania - mam cele, które mnie motywują.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Dokładnie! :) Słodycze to zło :P

      Usuń
  5. hej,

    Bardzo fajny post, takie właśnie najchętniej czytam na blogach o oszczędzaniu. Bez owijania w bawełnę, konkretne liczby, które mogę sobie porównać z moimi wydatkami - super! Będę czekać co miesiąc!

    U nas też wydatki samochodowe mocno obciążają miesięczny budżet. Dlatego wprowadziliśmy sobie osobne subkonto w mBanku pt. "Fundusz samochodowy" na które co miesiąc wrzucamy 100 zł z oszczędności. To 1200 zł rocznie wystarcza na ubezpieczenie i drobne naprawy.

    Pozdrawiam,
    Też Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Justa :)

      Świetny pomysł z tym subkontem na fundusz samochodowy. Że też ja na to nie wpadłam! Zrobiłam sobie subkonto "Wakacje", ale jeszcze nic na nie nie wrzuciłam, pewnie dlatego, że jest nisko oprocentowane i wolę trzymać te pieniadze ze wszystkimi oszczędnościami, tam gdzie dostaję większe odsetki.

      Ale niegłupi to pomysł, zwłaszcza, że to wydatek nie do uniknięcia, jak się posiada auto.

      Dzięki za tę myśl!

      Usuń
  6. Super! Uwielbiam takie podsumowania :) Na pewno będę u Ciebie częstym gościem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się i zapraszam! Też uważam, że takie podsumowania to konkret, a ja lubię konkrety. Czarno na białym :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zawsze czekam na podsumowania miesiąca na blogach:) Motywują mnie do działania. Szczególnie takie zdrowe podejście do pieniędzy sprawia, że motywacja rośnie, bo wiadomo oszczędzanie ważne, ale nie za wszelką cenę. Każdemu należy się troszkę relaksu i przyjemności w życiu:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki Olu! Plan jest taki, żeby podsumowania pojawiały się co miesiąc. Oj tak, nie po to pracujemy by ściskać każdy grosz i odmawiać sobie wszystkiego. Rozsądek to podstawa, a odrobina przyjemności jeszcze bardziej motywuje :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję tak wysokich oszczędności :) Masz wysokie bardzo dochody, co pozwala Ci oszczędzać bez większych wyrzeczeń, więc tymi słodyczami bym się nie przejmowała za bardzo :) Prędzej bym szukała oszczędności w grupie auto. Samochód to wydatek. Nie zastanawiałaś się nad zamianą auta na komunikację miejską?

    OdpowiedzUsuń
  11. Cześć Kaja :) Paradoksalnie, nie używam auta zbyt dużo - akurat w styczniu złożyły się te opony i sporo paliwa, w marcu jeszcze czeka mnie ubezpieczenie... W mojej obecnej sytuacji auto nie jest może niezbędne, ale bardzo przydatne, owszem, trochę kosztuje ale pomaga zaoszczędzić mnóstwo czasu. Do pracy i tak zwykle chodzę na piechotę (tylko czasem dojeżdżam autem), ale często potrzebuję samochodu wieczorami i w weekendy.
    Poza wszelkimi stałymi jednorocznymi opłatami nie kosztuje mnie ono wybitnie dużo w stosunku do tego, jak dużo czasu pozwala mi zaoszczędzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odpisanie :) Rozumiem Cię doskonale. I jeszcze pewnie zależy od pogody. Też wolę jechać z kimś (jeszcze nie prowadzę) autem, niż iść pieszo w deszczu, czy gdy jest na miusie i marznać. Pozdrawiam :)

      Usuń