środa, 11 maja 2016

Jak stworzyć fundusz awaryjny przy niewielkich dochodach?

Wyobraź sobie sytuację, w której nie masz żadnych oszczędności, a nagle psuje Ci się lodówka, masz stłuczkę i musisz szybko naprawić auto, żeby mieć jak dojeżdżać do pracy, albo sąsiad zalewa Ci mieszkanie... Co robisz??

W tej sytuacji wiele osób skieruje swoje kroki do instytucji, która będzie w stanie udzielić im szybkiej pożyczki. Wszelkie chwilówki to tylko pozorna pomoc, tak naprawdę w większości przypadków to tylko początek poważniejszych problemów. Dlatego niezależnie od naszej sytuacji, pierwszym krokiem, jaki podejmiemy w dziedzinie finansów, powinno być zbudowanie funduszu awaryjnego.

Jak sama nazwa wskazuje, fundusz awaryjny ma nam służyć w naprawdę awaryjnych, nieprzewidzianych wydatkach. Ma sprawić, że awaria lodówki nie będzie katastrofą dla domowych finansów. Pamiętajcie, że sytuacją awaryjną nie jest super okazja na nowy blender w supermarkecie, ani rewelacyjna przecena na zimowy płaszcz.

Ile odłożyć w funduszu awaryjnym?

Proponowane kwoty są różne, Marcin Iwuć, którego bloga wszystkim gorąco polecam, mówi o kwocie 2000 zł. Pozostałabym przy niej, ponieważ nie jest to ani za dużo, ani za mało. To kwota w sam raz przy drobnej nieprzewidzianej awarii, a jednocześnie na tyle solidna, że pozwala nam spać nieco spokojniej, niż przy zupełnym braku oszczędności.

Łatwo się mówi, ale jak to zrobić?

No właśnie. Przy większych zarobkach, gdzie co miesiąc zostaje nam jakaś suma pieniędzy, fundusz awaryjny zbudujemy dość łatwo. Jak jednak zgromadzić te środki, gdy raczej nam brakuje niż zostaje, i musimy się nieźle nagimnastykować, by połączyć koniec z końcem?

Poniższe porady mogą Ci pomóc, na nic się jednak zdadzą, gdy nie będzie w Tobie determinacji i chęci walki. To Ty musisz chcieć i być gotowy/-a na pewne wyrzeczenia. Pamiętaj - to jest wojna, a wrogiem jest Twój brak finansowego bezpieczeństwa. To jak? Gotowi?


1. Uświadom sobie znaczenie funduszu i negatywne konsekwencje braku jego posiadania

Póki jest dobrze, mało kto zastanawia się nad negatywami. Wystarczy drobne potknięcie, jakaś nieplanowana awaria czy choroba wymagająca zakupu drogich leków, a może to zdestabilizować Twoją sytuację. Stąd już dwa kroki do zapożyczenia się gdzieś na zewnątrz. Nie pozwól na to! Twój fundusz sprawi, że każda taka awaryjna sytuacja nie będzie katastrofą.

2. Zacznij spisywać wydatki i zidentyfikuj kategorie, przez które uciekają Ci złotówki

Tylko w ten sposób dowiesz się, gdzie uciekają Twoje pieniądze i zobaczysz, na czym można zaoszczędzić. To niesamowite, że dopóki nie spisujemy wydatków, często dokładnie nie wiemy ile na co wydajemy. Ja na przykład byłam nieźle zdziwiona, gdy okazało się, że potrafię wydać ponad 200 zł miesięcznie na jedzenie na mieście. Wydawało mi się na oko, że może z 70 zł wydaję... Dzięki spisywaniu wydatków mogłam zobaczyć ile pieniędzy bezmyślnie wydaję każdego miesiąca.

3. Odmów sobie czegoś

Rozumiem, że oszczędzanie nie powinno polegać na samych wyrzeczeniach, to święte słowa. Jednak jesteśmy na wojnie z Twoim brakiem finansowego bezpieczeństwa. A na wojnie nie można mieć luksusów! Zaciśnij pasa, by jak najszybciej uzbierać fundusz awaryjny. To tylko chwila, pod warunkiem, że się zmobilizujesz. Odmów sobie jedzenia na mieście, nowego ciucha, papierosów. To niewielka cena za bezpieczeństwo, do którego dążysz!

4. Większe wydatki przełóż na później 

Zdaję sobie sprawę, że zakup nowego komputera/telefonu to bardzo ważna sprawa, podobnie z remontem mieszkania - często chciałoby się już. Niestety - dopóki nie masz żadnego zabezpieczenia finansowego, nie próbuj nawet wydawać pieniędzy na konsumpcję. Twoim celem jest uzbieranie funduszu, który poratuje Cię w nieprzewidzianej sytuacji. Wszelkie dodatkowe wydatki przełóż na później, gdy już trochę staniesz na nogi!

5. Zwiększ zarobki 

Bardzo często dodatkowa stówka czy dwie bardzo Cię przybliżają do celu, jakim jest fundusz awaryjny. Pomyśl, gdzie można tę stówkę zarobić. Korepetycje, sprzątanie, inwentaryzacje w supermarketach, jakaś inna praca dodatkowa. Wiem, że jak się chce, to można, pytanie tylko, czy chęć posiadania jakiegokolwiek zabezpieczenia jest w nas tak duża, że skłoni nas do podjęcia dodatkowego zajęcia.


Jeżeli którykolwiek z powyższych punktów Cię przeraża, pomyśl o tym, jak wspaniale jest mieć odłożone pieniądze, spać spokojnie i wiedzieć, że ewentualne nieprzewidziane sytuacje sprawią, że nie będziesz musiał/a się zadłużyć u rodziny, czy co gorsza, w jakimś parabanku.

TRZYMAM ZA CIEBIE KCIUKI!

Justyna

P.S. Jeśli uważasz, że mój post jest wartościowy, poślij go dalej w świat! Może znasz osoby, które mogłyby z niego skorzystać? Zapraszam też na moją stronę na facebooku :)


16 komentarzy:

  1. Hej Justyna!Super wpis:) W moim przypadku podziałał punkt 1:) Pozostałe punkty częściowo stosowałam już wcześniej, ale zawsze dodatkowy dochód przeznaczałam na przyjemności np. ubrania, kosmetyki, wyjścia na miasto. Gdy znaleźliśmy się w sytuacji, gdzie obydwoje byliśmy bez pracy dotarło do nas w końcu jak ważne jest mieć jakieś zabezpieczenie. I od tej pory skończyły się wydatki na pierdoły, a zaczęło się budżetowanie i odkładanie dodatkowych dochodów (oczywiście w miarę możliwości):) Pozdrawiam, Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że wyciągnęliście lekcję z tamtych wydarzeń :) Przynajmniej możecie spać spokojnie.

      Usuń
  2. Pamiętam, jak niekomfortowo się czułam mając tylko 1000 zł oszczędności. Na szczęście szybko udało mi się odkuć i wyłapać momenty, w których te pieniądze uciekały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś (całkiem niedawno, 1.5 roku temu) doprowadziłam się do sytuacji, w której nie miałam w ogóle oszczędności. Z każdą zaoszczędzoną złotówką pewniej się czułam, chociaż trochę zajęło by zbudować solidną poduszkę.

      Usuń
  3. Cześć Justyna! :) Obecnie wdrażam w życie z uporem pkt 3 - i po powrocie do domu (po całym tygodniu pracy) odkładam do skarbonki grosiaki, jakie mam w portfelu do skarbonki, i pod koniec maja zobaczę ile udało mi się uzbierać... Niekiedy myślę, że te większe wydatki (w moim przypadku) nigdy się nie skończą i to taka walka z wiatrakami :/ Ale po zakończeniu kilku spraw, skupię się na większym oszczędzaniu i bardziej zacisnę pasa.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejka :) Oszczędzanie to nie jest walka z wiatrakami, to droga do wolności od długów i stabilizacji finansowej. Nie poddawaj się tylko za wszelką cenę walcz z zadłużeniem i oszczędzaj, choćby najmniejsze kwoty.

      Usuń
  4. Słuszne uwagi - warto zweryfikować swój konsumpcjonizm bowiem niejednokrotnie może się okazać, że przepuszczamy sporą kwotę na zbyteczne atrakcje, a niejednokrotnie również na puste kalorie ;) Warto też odkładaną gotówkę lokować na koncie - banki oferują portfele, gdzie można odkładać drobne sumy - które na niewielki, ale jednak jakiś % pracują na nas. Można gotówkę wypłacić w każdej chwili bez straty chyba warto o tym pomyśleć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Sprawdzony :) Zgadzam się, że warto pieniądze trzymać na oprocentowanym rachunku, tak by nie zżerała ich inflacja. Niestety, obecnie banki coraz bardziej obniżają oprocentowanie, choć warto szukać perełek.

      Usuń
  5. Odmawianie sobie drobnych przyjemności jest w moim przypadku trudnym zadaniem i wymaga silnej woli, muszę przyznać, że kiedy jednak uda się kosztem tych małych rzeczy osiągnąć jakąś stabilizacje finansową radość staję się podwójna :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Łukasz, satysfakcja z osiągnięcia celu jest zawsze ogromna, dlatego warto czasem przełamać złe nawyki. Ja uwielbiam słodycze, ale pamiętam że jak byłam dzieckiem i na coś zbierałam pieniądze, to byłam w stanie sobie odmówić lodów by odłożyć 50 groszy czy złotówkę i być bliżej celu. Niezła determinacja jak na dziecko :)

      Usuń
    2. Skoro już jako dziecko stosowałaś odroczoną gratyfikację, to posiłkując się przeprowadzonymi przez psychologów badaniami, należy stwierdzić, że ten milion na Twoim koncie - prędzej czy później - się pojawi :)

      Usuń
    3. Nie będę się przed tym bronić :)

      Usuń
  6. Ja zbieram również wszystkie " miedziaki", które poźniej wymieniam na " grubsze" :). Nie wiedziałam, że w ciągu miesiąca znajdę tam ok 50 zł. Wymieniam i wpłacam na konto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry pomysł. Normalnie mogłyby się rozejść niezauważone, a tak 50 zł ląduje na konto. 50 zł x 12 m-cy = 600 zł rocznie na coś fajnego, niewielkim wysiłkiem :)

      Usuń
  7. My na taki fundusz nieprzewidzianych wydatków odkładamy na Smart Saverze. Dla mnie idealny, w ogóle tego nie odczuwamy, niedługo będzie rok jak go mamy i uzbierała się jak dla mnie całkiem spora sumka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I super! Ja kiedyś korzystałam z mSavera w mBanku, fajna sprawa, ale zmieniłam bank, bo bardziej mi się to opłacało. Najważniejsze, że macie środki, które poratują w razie trudnej sytuacji. To bardzo komfortowe uczucie :)

      Usuń