Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 stycznia 2017

FINANSOWE PODSUMOWANIE ROKU 2016

Cześć Kochani!

Dziękuję za Waszą cierpliwość - chwilę trwało aż sporządziłam podsumowanie roku 2016. Na szczęście jest już gotowe - zróbcie sobie kawę i zapraszam do lektury :)

No cóż, zacznę może od klasycznego podsumowania, takiego jak co miesiąc, tylko kwoty będą x12. Na końcu wpisu przeanalizuję moje postanowienia na 2016 i napiszę czy i w jakim stopniu udało mi się je zrealizować.

Dla tych, którzy zajrzeli po raz pierwszy: prezentowane niżej kwoty to zarobki i wydatki osoby przed 30-stką, pracującej na etacie w jednym z polskich miast, mieszkającej z koleżanką i okazyjnie wynajmującej mieszkanie, będącej w związku, posiadającej auto :)

Ciekawi Was, ile można zarobić w ciągu całego roku?


Jak widzicie, oprócz pensji z etatu, pojawiły się dodatkowe zlecenia, nie były to może kokosy, ale cieszę się, że spróbowałam czegoś więcej. Warte zauważenia są dochody z systemów partnerskich - niezła kwota niewielkim kosztem. Prezenty pieniężne dostawałam na urodziny, imieniny, święta, ale także bez okazji (w tych bez okazji przodowała Babcia). Cieszę się, że moje pieniądze nie leżały bezczynnie, ale "pracowały" (teraz już wiem, że mogły pracować więcej, ale w 2016 nie miałam wiedzy, którą mam dzisiaj i uważałam lokaty za jedyną opcję) - zarobiłam prawie 670 zł z odsetek. Majątek to może nie jest, ale pomyślcie, że ogromny procent Polaków trzyma swoje pieniądze na nieoprocentowanych ROR-ach!


Opłaty jakie ponosiłam w 2016 dały w sumie kwotę prawie 7 tysięcy złotych. Mieszkanie mimo wszystko wychodziło mi tanio. Uważam, że zmarnowałam mnóstwo pieniędzy płacąc abonament do T-Mobile (70 zł/m-c). Na szczęście od sierpnia jestem w nju mobile i obniżyłam rachunki o ponad 50%! 
Wydaje mi się, że prąd i gaz całkiem spoko, jak na sumę z całego roku w przeliczeniu na 1 osobę. 


W kategorii jedzenie suma końcowa nieco przeraża - okazuje się, że przejadłam w 2016 roku prawie 6,5 tysiąca złotych. O ile jeść trzeba i nie zamierzam oszczędzać na jedzeniu kosztem zdrowia, to taka kategoria słodyczy nieco kłuje w oczy i rodzi wyrzuty sumienia. Alkohol jako osobną podkategorię wydzieliłam gdzieś w trakcie roku, wcześniej wydatki na %% były ujęte w podkategorii jedzenie. Nie piję jednak dużo, więc kwota i tak nie byłaby wiele większa.


Wydałam ponad 2 tysiące na ubrania, co średnio miesięcznie daje kwotę prawie 190 zł. Uważam, że chemia i kosmetyki są na przyzwoitym poziomie, fryzjer bardzo nisko (głównie przez brak czasu), zdrowie na szczęście mi dopisywało i tylko okazyjnie musiałam kupować lekarstwa. Częściej wydawałam na suplementy uzupełniające dietę.


Pamiętacie mój wpis o tym, ile kosztuje roczne utrzymanie auta? On podsumowywał 12 pierwszych miesięcy posiadania samochodu, tutaj jest natomiast całkowity koszt poniesiony na auto w roku 2016. Kwota jest taka sobie - z jednej strony mogłabym mieć prawie 5 tysięcy więcej na koncie, ale z drugiej, stałabym na przystankach, dźwigała ciężkie siaty z zakupami na piechotę, cisnęła się w autobusach do rodziców (rzadko kiedy były miejsca siedzące), musiałabym za każdym razem fatygować mojego E. by do mnie przyjeżdżał, itp.

Tak naprawdę, decyzja o posiadaniu auta jest kwestią bardzo indywidualną. Ja osobiście przeżyłabym bez niego, choć zmarnowałabym dużo więcej czasu. Pomimo poniesionych wydatków, cieszę się, że stać mnie na ten komfort i że mogę sobie pozwolić na samochód. Choć jak widzicie, kosztów z tym związanych nie jest mało: ubezpieczenia, przeglądy, naprawy, opony, parkingi, drobiazgi takie jak wycieraczki, osłona na szybę i szereg innych potrzebnych przedmiotów. Myślałam, że wystarczy rozejrzeć się dookoła by uniknąć płatnych parkingów, ale często okazuje się to niemożliwe, zwłaszcza od chwili gdy w moim mieście rozszerzono strefę płatnego parkowania.

Kwota wydana na bilety PKP i autobusowe to w części koszty podróży służbowych, które zostały mi potem zwrócone przez pracodawcę. Spora jednak część tej kwoty to moje prywatne przejazdy po Polsce. Podobnie z komunikacją miejską - duża część to poruszanie się w ramach delegacji, ale nie raz jechałam transportem publicznym w swoim mieście :)

Przed nami kategoria Inne. O ile co miesiąc jakoś ona wyglądała, tak w podsumowaniu roku wygląda to jak worek ze wszystkim. Wiem, że nie wygląda to dobrze, ale nie chciałam już z tego powodu opóźniać publikacji. Dlatego uzbrojcie się w cierpliwość przy analizowaniu tej rozległej tabeli :)


Oczywiście to, co najbardziej się wyróżnia to Prezenty - ponad 5 tysięcy złotych... Dobrze jest zrobić sobie takie podsumowanie, bo to pokazuje skalę zjawiska. Okazuje się, że średnio miesięcznie wydawałam na prezenty nieco więcej, niż na mieszkanie. Zaraz za prezentami idą datki, czyli wsparcie różnych dzieł charytatywnych i kościelnych.

W podkategorii Wyjazdy prawie 1 tysiąc zł, ale to nie uwzględnia wakacji - na nie kwota poszła niestety z oszczędności. Tutaj zawarte są jakieś wyjazdy na weekend czy kilka dni. Przez cały rok gdzieś mi się zawieruszyły prawie 63 złote, a na reklamówki wydałam całe 2,64 zł. Nacięłam się też na opłaty bankowe, choć na szczęście niewielkie jak na 12 miesięcy :) Znacznie więcej na bankach zarobiłam!

Pewnie jesteście ogromnie ciekawi ile można zaoszczędzić w ciągu roku?


Mi udało się zaoszczędzić nieco ponad 17 tysięcy złotych. Jak widać, potencjał jest nawet większy, gdybym zredukowała niektóre wydatki, spokojnie osiągnęłabym pułap 20 tys. oszczędności. Wychodzę jednak z założenia, że trzeba mieć coś z życia, w przeciwnym razie łatwo stracić motywację do oszczędzania. Wychodzi na to, że średnie miesięczne oszczędności wynosiły 1434,49 zł, jednak najniższa kwota oszczędności to 425,89 zł (w styczniu), a najwyższa to 2352,38 zł (w październiku). Powiem Wam, że jestem zadowolona! 

Oszczędziłam 36,21% moich rocznych przychodów.

Całościowe podsumowanie prezentuje się następująco:


Dziękuję Wam za wsparcie, motywację, mnóstwo pozytywnych komentarzy. To bardzo dodaje energii i chęci do działania.

Zweryfikujmy teraz moje cele na 2016 rok.

 1. Zdobędę nowe kwalifikacje
Tutaj z czystym sumieniem mogę odhaczyć sukces :) Ukończyłam kurs rachunkowości oraz drugi, w nieco węższej specjalizacji, też z tematyki księgowo-podatkowej. Obydwa kursy bardzo dużo mi dały, gdziekolwiek się teraz nie obejrzę, wiedza księgowo-rachunkowa znajduje mnóstwo zastosowania w codziennym życiu (zwłaszcza podstawy, bo odchylenia od cen ewidencyjnych i wskaźnik narzutu odchyleń nieco mniej).


2. Ograniczę wydatki na słodycze i jedzenie na mieście
Cóż, jak pokazują liczby, w tym punkcie przegrałam z kretesem. O ile wyjść na miasto jakoś bardzo nie żałuję, bo trochę luksusu w życiu trzeba mieć, to słodycze są po prostu porażką, a ja w każdym miesiącu im ulegałam :/
Wiecie jednak, że nie w moim stylu jest płakanie nad rozlanym mlekiem, więc podnoszę głowę i idę dalej.


3. Zaoszczędzę 15 000 zł
Udało się i nie, choć szala zdecydowanie przechyla się w stronę sukcesu. Otóż odłożyłam w sumie 17 213,84 zł, co pokazało, że potrafię oszczędzać i przy względnie stałych dochodach będę w stanie szybko powiększać oszczędności. Jednak miałam w minionym roku takie wydatki, których nie pokryłam z bieżących środków, a sięgnęłam do oszczędności. Były to moje kursy (1580 zł) oraz wakacje (2350 zł), co zmniejszyło moje oszczędności o 3930 zł. Jak łatwo obliczyć, kończę rok z kwotą 12 283,84 zł.


4. Nie będę ruszać wypłaty przed rozpoczęciem nowego miesiąca
Pisałam Wam o moim brzydkim nawyku uszczypywania z wypłaty, która przyszła wcześniej, co kończyło się tym, że znaczynając nowy miesiąc już nie miałam części środków na niego przeznaczonych. Na szczęście udało mi się nad tym zapanować i w 2016 roku ani razu nie musiałam się w ten sposób ratować. Co by nie mówić, racjonalne planowanie i kontrolowanie budżetu bardzo pomaga!

Podsumowując, w 2016 roku działo się sporo, dużo nowych rzeczy się dowiedziałam i nauczyłam, ale czuję, że najlepsze jeszcze przede mną. Mam wrażenie, że rok 2017 będzie w moim życiu przełomowy :) Jest połowa stycznia, a ja mam w głowie tyle myśli i planów, że hej! Oczywiście będę się z Wami dzieliła tym, co u mnie słychać. Mam nadzieję, że oprócz oszczędzania wezmę się poważniej za inwestycje.

Zdradzę Wam, że dostałam również całkiem solidną podwyżkę, czekam z niecierpliwością, aż styczniowa wypłata zjawi się na moim koncie!

A jak Wam się udał poprzedni rok? Piszcie w komentarzach!



Gorące pozdrowienia,
Justyna

P.S. Niezmiennie zachęcam do śledzenia mojego fanpage'a na facebooku, a jeśli te treści są wartościowe, podaj je proszę dalej!


niedziela, 6 listopada 2016

Podsumowanie października 2016 [rekordowe oszczędności w miesiącu oszczędzania!]

Witajcie!

Jestem ogromnie ciekawa, jak Wam poszło w miesiącu oszczędzania :) Choć miesiąc ciągnął się straszliwie, u mnie było dość dobrze, oszczędności mam chyba najwyższe w historii tego bloga. Ale zanim przejdziemy do oszczędności, przyjrzyjmy się po kolei wszystkim kategoriom.

Najpierw dochody:


Wynagrodzenie na standardowym poziomie, znowu niezła sumka z systemów partnerskich, ostatnia już premia za polecenie konta Inteligo (może ktoś chce założyć teraz darmowe konto z mojego polecenia? Właśnie rusza nowa edycja!), a także przyzwoita kwota z odsetek :) Jest nieźle!

Opłaty w październiku bez większych odchyleń:


W listopadzie będzie wyżej, bo przyszło rozliczenie wody, październik natomiast dość spokojnie. Rachunek podstawowy za telefon to 33 zł, ale za 5 zł kupiłam jeszcze inną kartę SIM, której akurat potrzebowałam i która przyda mi się w przyszłości.


Jedzenie może się wydać dość wysoko, jednak w kilka październikowych weekendów miałam gości, co wiązało się z dużymi zakupami i gotowaniem. Obiecałam sobie zredukować środki na jedzenie na mieście i były one względnie niskie :) Ale udało mi się namówić mamę by do mnie przyjechała i poszłyśmy sobie na obiad z deserem za ok. 80 zł... Mama chciała mi oddawać pieniądze ale bez przesady, cieszę się, że mogłam ją ugościć, zwłaszcza, że nie bywa u mnie często.

Jako, że ze mnie słaby koneser alkoholu, wydatki w tej kategorii dotyczyły alkoholu, który kupowałam idąc do znajomych :)


Wydatki codzienne w miarę rozsądnie, kategoria "ubrania" to zakup rajstop. Nieco wyższe kosmetyki, bo w rossmannowej promocji kupiłam mój ulubiony tusz do rzęs za 30 zł, normalnie kosztuje ponad 60 :) Reszta to standardowe rzeczy takie jak pasta do zębów, płyn do demakijażu, itp.

Kategoria auto, w porównaniu do poprzedniego miesiąca, 3 razy niższa :) Na szczęście...


Zmieniłam co prawda taktykę i z pewnych przyczyn zamierzam utrzymywać pełny bak paliwa (dotąd raczej miałam go niewiele i tankowałam za 50 lub 100 zł jak już mi się włączała rezerwa). Teraz postaram się nie dopuszczać do rezerwy i mieć co najmniej pół zbiornika albo i więcej zawsze na stanie. W październiku więc tankowałam do pełna, a że paliwo ostatnio poszło w górę, to i wydatek wysoki.


W "innych" znów różnorodnie :) Zabrałam moją chrześnicę do Klubu Malucha, gdzie były baseny z piłeczkami i mnóstwo innych atrakcji dla dzieci. Zauważcie, że kategoria "prezenty i datki" dość niska jak na mnie. Miałam kilka drobnych okazji, na które kupowałam jedynie symboliczne upominki, wsparłam też jedno dzieło charytatywne. W listopadzie szykuje mi się wesele więc i wydatki w tej kategorii pójdą w górę.

Opłaty bankowe - może niewarte odnotowania, bo tylko 20 groszy, ale chciałam Wam pokazać, że i mi się zdarza. BZWBK naliczył mi opłatę za sms kod, mogę ich mieć 5 miesięcznie za darmo, a każdy kolejny kosztuje. Mi się akurat tak zdarzyło, że musiałam wysłać więcej przelewów, natomiast staram się unikać jakichkolwiek opłat bankowych. Wolę na bankach zarabiać, niż im płacić :)


OK, to ile udało mi się zaoszczędzić w tym miesiącu, okrzykniętym miesiącem oszczędzania? We wpisie na ten temat informowałam, że na samym początku odłożyłam 2000 zł i nie zamierzam ich ruszyć, chyba, że będzie to sprawa życia i śmierci.

Jako, że zarobiłam trochę dodatkowych pieniędzy, nie tylko udało mi się nie ruszyć tych 2 tysięcy złotych, ale też dołożyłam do nich ponad 350 zł :) Tak więc osiągnęłam chyba rekordową na tym blogu kwotę oszczędności:


Myślę, że to godny sposób uczczenia miesiąca oszczędzania! Niestety, z tego co widzę to ani w listopadzie ani w grudniu nie uda mi się zaoszczędzić nawet połowy tej kwoty, więc wynik październikowy cieszy tym bardziej :)

Podsumowanie końcowe wygląda tak:


Rewelacyjna sprawa z wydatkami sporo mniejszymi niż oszczędności :) Rzadko mi się to zdarza, dlatego tym bardziej jestem z tego dumna!

A co w październiku zrobiłam dla swoich finansów?

- Miałam rozmowę z szefem podsumowującą rok (dość wcześnie, ale u nas zazwyczaj w październiku się to odbywa). Na efekty muszę poczekać do stycznia, choć informację o ewentualnej podwyżce może dostanę w okolicy Świąt, ale rozmowa przebiegała bardzo obiecująco i mam nadzieję, że będę mogła się pochwalić podwyżką od stycznia.

- Założyłam nową lokatę na 3% w Idea Banku - co prawda tylko na miesiąc, ale to i tak lepiej, niż gdyby pieniądze miały leżeć na koncie oszczędnościowym 1,7%. 

- Starałam się zwracać uwagę na to, co kupuję, korzystać z promocji (ale z głową), zrobić zapasy tych produktów, które akurat były sporo przecenione a wiem, że za miesiąc-dwa mi się skończą.

- Zaplanowałam prezenty dla najbliższych :) Wiem już mniej więcej co kupić każdemu z nich, co na pewno ułatwi mi działanie w przedświątecznej gorączce i pozwoli racjonalnie wydać pieniądze!

- Poszłam na kolejny kurs z dziedziny, która mnie interesuje. Kwota pomniejszyła niestety moje oszczędności (dlatego nie jest ujęta w zestawieniu miesięcznym, pojawi się w rocznym), ale wiem, że inwestycja w siebie to najlepsza możliwa inwestycja, dlatego tym bardziej się cieszę!

Dajcie koniecznie znać jak Wam poszło w miesiącu oszczędzania!
Wszystkiego najlepszego w listopadzie :)

Justyna

P.S. Zapraszam na facebooka :) Będzie mi miło, gdy polajkujesz mój fanpage!

niedziela, 16 października 2016

Sposób #1 na dodatkowy zarobek: Tajemniczy Klient

Witajcie :)

Dziś postanowiłam opisać wam moje doświadczenia związane z byciem tajemniczym klientem. Jest to jeden ze sposobów na dorobienie dodatkowej gotówki, dostępny zwłaszcza dla osób z miast, jako że tam pojawia się najwięcej ofert.


Przyznam, że pieniądze były jednym z powodów, dla których zdecydowałam się na podjęcie zleceń jako TK, ale nie ukrywam, że to nie są jakieś oszałamiające kwoty i czasem w przeliczeniu na godziny poświęcone na wykonanie danego zlecenia, okazywały się one być na progu opłacalności. To, co mnie jednak bardzo interesowało to wiedza, którą zdobyłam przy okazji. Bycie TK dało mi możliwość poznania standardów obsługi różnych firm. Często dostawałam "podręczniki" (zazwyczaj kilkustronicowy dokument w pdf) obsługi klienta do przestudiowania przed badaniem.

Co mi to daje? Mnie ogólnie interesuje tematyka profesjonalnej obsługi klienta i fajnie zobaczyć, jakie procedury w tej materii mają duże firmy. Sama kiedyś pracowałam w obsłudze klienta i miałam mnóstwo procedur do przestrzegania (niestety, także bezsensownych). Wychodzę z założenia, że im większa wiedza i obycie, tym lepiej dla mnie. Postanowiłam więc z badań jako TK wycisnąć jak najwięcej dla siebie :)

Dla kogo jest ta praca?

Niewątpliwie dla osób bardzo spostrzegawczych, mających podzielną uwagę, potrafiących skupić się na kilku rzeczach na raz. Jako tajemniczy klient musisz w dość krótkim czasie zaobserwować wiele aspektów: czystość miejsca, strój pracownika, ekspozycję i jej zgodność z wytycznymi, musisz często zwrócić uwagę na zwrot grzecznościowy jakim pracownik cię wita/żegna, a także inne aspekty, podane w instrukcji do badania, specyficzne dla danego punktu usługowego (np. czy pracownik proponuje ci skorzystanie z dodatkowej oferty sklepu, zapisanie się do newslettera, itp).

Pamiętam jak pierwszy raz odwiedziłam restaurację szybkiej obsługi. Mimo największych starań nie zaobserwowałam, czy pracownice miały biżuterię i pomalowane paznokcie - a był to jeden z punktów w ankiecie. Wysłałam wówczas mojego chłopaka (był w pobliżu) by sprawdził to dla mnie. Każdy kolejny raz był już łatwiejszy.

Jakie są wymogi?

Zazwyczaj wymagane jest posiadanie internetu, by uzupełnić ankietę i przesłać ją firmie realizującej badanie. Zwykle wypełnia się ją w ciągu 24-48 godzin od momentu realizacji badania. Niektóre firmy wymagają, by tajemniczy klient posiadał dyktafon cyfrowy (albo telefon z funkcją nagrywania), a także aparat fotograficzny (ja zawsze robiłam fotki telefonem).

Z jakimi firmami współpracowałam?

Firm oferujących zlecenia jako TK jest mnóstwo. Ja przyjęłam zasadę, że korzystam z ofert tych, które płacą wynagrodzenie już za pierwsze badanie. Sporo firm wymaga jednak przeprowadzenia pierwszego testowego audytu, za który tajemniczy klient nie otrzymuje wynagrodzenia. Szkoda mi było na to czasu.

Współpracowałam z:
- International Service Check (link),
- GiG (link),
- siecią restauracji (z pewnych przyczyn nie podaję nazwy).

Dość ciekawe zlecenia miała również firma Daymaker (link), ale wymagali przeprowadzenia audytu testowego. Nie wykonałam go, ale na moją skrzynkę przychodziły informacje o badaniach w mojej okolicy - były bardzo interesujące.

Regularnie otrzymywałam maile z propozycją badań od firmy Kajary (link), jednak ani jedno badanie nie dotyczyło mojego miasta, zatem nie byłam w stanie przetestować współpracy z tą firmą.

Gdzie szukać ofert?

Możesz oczywiście skorzystać z linków powyżej. Ja większość zleceń znalazłam na olx. Polecam darmowe portale (olx, gumtree), ale zalecam również ostrożność! Na końcu tego posta napiszę o firmie, której należy się wystrzegać, a jej ogłoszenia są powszechnie dostępne.

Formalności

Kiedy nawiążesz współpracę z firmą badawczą, z dużym prawdopodobieństwem podpiszecie umowę, zapewne będzie to zlecenie albo umowa o dzieło. Nie każda firma to oferuje. W przypadku jednej z firm, dla której wykonywałam zlecenie, wszystkie formalności zastąpiła rejestracja w panelu, a ja jestem zobowiązana do samodzielnego odprowadzenia podatku.

Przygotowanie do badania

Kiedy masz za sobą formalności, dostaniesz informacje o badaniach do wykonania. Różne firmy w różny sposób o nich informują. Niektórzy dzwonią z propozycjami (jak GiG), inni piszą maile (ISC oraz sieć restauracji), a jeszcze inni udostępniają listę badań w panelu (Daymaker).

Kiedy zaakceptujesz udział w badaniu, ustalicie z koordynatorem datę wykonania badania. Potem zapewne otrzymasz materiały do przestudiowania i, zazwyczaj, wzór ankiety, którą należy wypełnić po audycie. To bardzo ważny punkt. Koniecznie dokładnie przeczytaj wszystkie materiały! Postaraj się zapamiętać aspekty, na które musisz zwrócić uwagę. Ja zastosowałam technikę, że skrótowe nazwy (np. strój, czystość, witryna, itp.) wypisywałam na małej karteczce i czytałam kilkakrotnie, a przed wejściem do sklepu (oczywiście tak, by personel tego nie widział) czytałam jeszcze raz, by lepiej zapamiętać.

Jeśli masz nagrać rozmowę, koniecznie sprawdź sprzęt. Upewnij się, że nie rozładuje ci się bateria w telefonie/dyktafonie, że masz miejsce w pamięci (często nawet na kilkadziesiąt minut nagrania). Wykonaj testowe nagranie by uniknąć stresu podczas wizyty w sklepie. Uwaga: włożenie sprzętu nagrywającego do kieszeni spodni powoduje fatalną jakość nagrania! Ja miałam torbę z kieszonką z boku i do niej właśnie wkładałam dyktafon. Najpierw testowo poszłam do sklepu osiedlowego, by się przekonać czy nagranie będzie słyszalne. Najgorsze co może być, to to, że po wizycie w danym sklepie rozmowa się nie nagrała, albo nie jesteś w stanie z niej nic usłyszeć.

I ostatnie, bardzo ważne: ułóż scenariusz rozmowy. Oczywiście nie całej, bardziej zastanów się, zakup jakiego produktu/usługi będziesz symulować (o ile nie jest to wyraźnie określone w ankiecie do badania). Wykonując audyt w salonie meblowym mogłam sama wybrać mebel, o który zapytałam. Warto to przemyśleć wcześniej by nie "miotać się" przed pracownikiem. Miej w zanadrzu opcję awaryjną, np. możesz zapytać o kanapę, ale przygotuj też scenariusz na wypadek, gdybyś poszukiwał stołu. W takich sprawach warto pomyśleć, co odpowiesz na pytania pracownika. Idąc dalej w temacie mebli: gdzie postawisz kanapę, jakie ma mieć mniej więcej wymiary, jaka jest kolorystyka pozostałych mebli, itp. Jeśli pracownik zobaczy, że nie umiesz odpowiedzieć na tak proste pytania, może się domyślić, że jesteś tajemniczym klientem.

Wizyta w punkcie usługowym

Jeżeli sprawdziłeś sprzęt i wiesz już, na co zwrócić uwagę, udaj się do sklepu. Staraj się być jak najbardziej naturalny, wczuj się w rolę. Przygotowanie scenariusza na pewno ci w tym pomoże. To mit, że tajemniczy klient jest agresywny, roszczeniowy, "testuje" cierpliwość pracownika, prowokując go i sprawdzając wiedzę na temat każdego rodzaju asortymentu. Nie chodzi o to, by pracownik domyślił się, że jesteś TK. Celem jest właśnie to, byś nie został rozpoznany. Zachowuj się jak standardowy klient :)

Jeśli nagrywasz, nie patrz na dyktafon, uważaj też, by pracownik tego nie zauważył. Czasem trzymanie telefonu w ręce podczas rozmowy może być podejrzliwe. Nigdy nie trzymaj w ręku ankiety czy wytycznych do badania! Staraj się wychwycić podczas rozmowy jak najwięcej punktów zawartych w ankiecie. Możliwe, że aby zrealizować niektóre z nich, będziesz musiał zadać jakieś pytanie czy zgłosić obiekcje, do których pracownik powinien się ustosunkować.

Ja obrałam taktykę, że tuż po wyjściu z miejsca badania idę w miejsce, gdzie pracownicy danego punktu nie są w stanie mnie zobaczyć (np. na inne piętro galerii handlowej) i na szybko, hasłowo wypełniam wydrukowaną wcześniej ankietę. Robię to po to, by nic mi nie umknęło.

Po badaniu

Zalecam, by ankietę (zazwyczaj w sposób elektroniczny) wypełnić jak najszybciej po badaniu. Wówczas jesteśmy na świeżo i pamiętamy najwięcej szczegółów. Jeśli musiałeś nagrywać rozmowę, niezbędne będzie załączenie pliku dźwiękowego na portal (w odpowiednim formacie, może być konieczne użycie internetowego konwertera). Dla mnie osobiście ankiety z nagraniami są pomocne, bo wiele rzeczy, których nie zapamiętałam, mogę wychwycić z nagrania, ale są też znacznie bardziej czasochłonne (ze względu na konieczność analizy nagrania).

Wypełnij ankietę wg instrukcji, załącz wymagane pliki (nagranie, zdjęcie produktu, zdjęcie paragonu, zdjęcie sklepu - w zależności od wytycznych). Im bardziej szczegółowo opiszesz swoją wizytę, tym większa szansa, że zostaną ci zlecone kolejne badania. Ja miałam tak z siecią restauracji, że pisałam w ankiecie nawet więcej, niż oni wymagali, by zobaczyli, że jestem dobrym obserwatorem. Dzięki temu dostawałam od nich kolejne zlecenia i byłam tam z sześć razy :)

Ile można zarobić?

Różnie. Stawki za badania, które ja realizowałam wahały się od 25 do 60 złotych brutto, w zależności od stopnia skomplikowania. Oczywiście im wyższa stawka, tym więcej czasu trzeba poświęcić. Najbardziej lubiłam wizyty w reatauracji szybkiej obsługi, co prawda płacili mi 20 zł netto, ale wizyta wraz z konsumpcją trwała max. 20 minut, ankieta była bardzo przystępna, a dodatkowo otrzymywałam smaczny posiłek gratis. Sam musisz zdecydować, czy dane badanie ci odpowiada. Ja na przykład wiem, że nigdy już nie pójdę do jednego ze sklepu, w którym byłam 3 razy, bo badania tam są niezwykle skomplikowane i czasochłonne (np. oprócz zakupu trzeba dokonać zwrotu towaru). Niemniej, uważam to za ciekawe doświadczenie.

Wpadki :)

Podczas jednej z wizyt w pewnym punkcie usługowym postanowiłam zaudytować jedną panią, które zachowanie mnie trochę zirytowało, bo pomimo, że długo kręciłam się po sklepie, nie podeszła do mnie, choć wg procedury powinna to zrobić w ciągu max. 3 minut. Trochę wymusiłam na niej kontakt (siadłam na przeciwko jej biurka i z uporem czekałam, aż podejdzie), a gdy podeszła do mnie, zorientowałam się, że znam skądś jej twarz. Nie mogłam przypomnieć sobie skąd. Wystarczył rzut oka na plakietkę z nazwiskiem i już wiedziałam - to daleka znajoma, z którą w czasach studenckich organizowałam pewną konferencję. Ups... :)

Starałam się wybrnąć z sytuacji i wycofać się, choć nie była to dla mnie komfortowa sprawa...



Uwaga, oszuści!

Oszuści, albo wyzyskiwacze... Na olx pełno jest ofert pewnej firmy, jej nazwy nie mogę podać z oczywistych względów, ale opiszę o co chodzi - strzeżcie się, jeśli kiedykolwiek na nich traficie. Otóż, firma poszukuje tajemniczych klientów/ankieterów. Najpierw zaproszą was na rozmowę kwalifikacyjną (co w przypadku zleceń TK jest niezwykle rzadkie), na której pokażą prezentację o tym, w jaki sposób będziecie zarabiać. Będziecie musieli na tzw. szkoleniu (to kolejna wizyta) założyć od 10 do 15 kont w różnych bankach, niby po to, żeby przetestować i ocenić proces zakładania konta, proces weryfikacji przez bank, wizytę kuriera i w końcu system transakcyjny banku. Hmm...

Po pierwsze, wszystkie konta będziecie musieli założyć na własne nazwisko (co pozbawi was statusu nowego klienta w wielu fajnych promocjach bankowych). Będziecie musieli umówić się z kurierem w celu podpisania umowy bankowej (tyle razy, ile kont założycie), a po jakimś czasie używania konta, pofatygować się do banków, by te konta pozamykać! Za tyle poświęconego czasu dostaniecie "oszałamiającą" stawkę 10 do max. 20 zł za jedną ankietę (czyli jedno konto).

10, albo w najbardziej optymistycznym wariancie 20 zł za to, że zakładasz konto na swoje dane, umawiasz się z kurierem, wypełniasz ankietę, a potem jeszcze lecisz do banku, by konto zamknąć. Dodam, że w niejednej promocji bankowej bez problemu możesz dostać 100 czy nawet więcej złotych za spełnienie prostych warunków. Zatem współpraca z tą firmą się w ogóle nie opłaca!

A na czym polega ich metoda zarabiania? To proste. Zakładając konta (a możesz to zrobić tylko na "szkoleniu", pod ich kontrolą), wysyłasz wnioski z ich linków partnerskich. Firmy te po prostu przystąpiły do programu partnerskiego i otrzymują prowizję za to, że ktoś z ich polecenia zakłada konto. Ty dostaniesz drobny procent całej sumy... Interes jest niewarty zachodu!

Ja poszłam na rozmowę, choć wcześniej poczytałam opinię na temat tej firmy i wiedziałam, że to oszuści. Poszłam jednak dla własnej satysfakcji i zapytałam pani prowadzącej, jaki to program partnerski. Od razu jej mina zrzedła, po czym powiedziała, że szefostwo firmy decyduje o strategii działania i ona nie może mi udzielić informacji... Także jeśli napotkacie ogłoszenie o podobnej treści, strzeżcie się z daleka! Szkoda waszego czasu i danych osobowych.

Podsumowanie

I znowu wyszedł mi długi wpis... Podsumowując, warto spróbować bycia tajemniczym klientem, ale na pewno nie jest to praca na całe życie. To raczej możliwość dorobienia, choć zapewne są bardziej rentowne zajęcia. Ja jednak cieszę się, że spróbowałam, bo miałam ochotę być w różnych ciekawych punktach usługowych i poznać ich funkcjonowanie od środka.

Jeśli macie jakieś pytania, pozostawcie je w komentarzu, a na pewno odpowiem.

Justyna

P.S. Jeśli ten tekst miał dla Ciebie wartość, udostępnij go swoim znajomym :) Polub też mój fanpage na facebooku.

środa, 18 maja 2016

Jak zwiększyć comiesięczne dochody? Wynegocjuj podwyżkę!

Niewątpliwie jednym z ważniejszych aspektów budowania niezależności finansowej, poza oszczędzaniem jest zwiększanie zarobków. Można je zwiększyć poprzez szukanie dodatkowych zleceń, ale zawsze warto również spróbować negocjować wynagrodzenie u obecnego pracodawcy. Oczywiście w każdej firmie są inne zasady przyznawania podwyżek. W niektórych jest jasny schemat i pracownik z góry wie, kiedy i pod jakimi warunkami może się ubiegać o wyższe wynagrodzenie, w innych firmach przyznanie podwyżki jest uznaniowe i uzależnione zwykle od pozytywnej decyzji szefa. Niemniej, zawsze warto próbować i do tego Cię bardzo zachęcam.



Poproś o podwyżkę!
Oczywiste? Niby tak, ale wielu tego nie robi. Miesiącami, a nawet latami zwlekają by pójść do przełożonego i poprosić o podwyższenie wynagrodzenia. Z mojego doświadczenia wynika, że w 99 przypadkach na 100 nie dostaniesz podwyżki, jeżeli o nią nie poprosisz. Nie oszukujmy się, Twoje wyższe wynagrodzenie dla pracodawcy jest kosztem i niekoniecznie będzie on chętny, by z własnej woli je zwiększać. Co innego, gdy pracownik o to poprosi. Wtedy trzeba się do prośby jakoś ustosunkować.

Zdarza się, że ludzie nie proszą o podwyżkę z lęku przed... no właśnie, czym? Co takiego może się stać gdy zapytasz o możliwość zwiększenia wynagrodzenia? Najwyżej Ci odmówią. Czy to aż taka tragedia? Masz jednak wielką szansę, że otrzymasz pozytywną odpowiedź. Czy nie warto spróbować? 

Wnoś wartość do firmy
Jeżeli przynosisz firmie pieniądze, a Twój wkład w jej sukces jest nieoceniony, mądry pracodawca będzie chciał Cię wynagrodzić. Postawmy sprawę jasno: Twoje wynagrodzenie jest kosztem i pracodawca zechce je zwiększyć tylko wtedy, gdy firma będzie dzięki Tobie osiągała wymierne zyski. Dlatego wykonuj swoją pracę na 100%, dawaj z siebie wszystko, rób nawet więcej, niż się od Ciebie oczekuje. Wkładaj serce w to, co robisz i daj się zauważyć. Z mojej perspektywy (a zarządzam w swoje pracy niewielkim zespołem) postawa proaktywna jest bardzo ważna. Widząc zaangażowanie pracowników i wiedząc, że mogę na nich liczyć, sama mam ochotę pójść wyżej i w ich imieniu negocjować podwyżkę :) Pokaż, że nie boisz się pracy i jesteś człowiekiem, na którym można polegać, a gwarantuję, że prędzej czy później osiągniesz sukces.

Przygotuj się
Na negocjacje wynagrodzenia warto się przygotować na kilku płaszczyznach. Po pierwsze, przygotuj argumenty, które przedstawisz osobie decyzyjnej. To, że kolega z biurka obok zarabia więcej, a niewiele robi, nie jest dobrym argumentem. Podobnie to, że ceny idą w górę, a Twoja pensja wciąż stoi w miejscu. Z pracodawcą musisz rozmawiać językiem korzyści. Jego korzyści :) Pokaż mu, jaką wartość wnosisz do firmy, w miarę możliwości posłuż się liczbami (zarobiłeś dla firmy xxx zł, pozyskałeś 5 kluczowych klientów, itp). Pokaż mu siebie i swoją pracę jako coś, co wzmacnia pozycję firmy i przynosi korzyści.

Po drugie, wybierz odpowiednie miejsce i czas rozmowy. Nie łap szefa w windzie czy na korytarzu - to najprostsza droga do tego, żeby Cię zbył. Niekoniecznie rozpoczynaj temat gdy w firmie akurat jest ważna wizytacja czy napięty okres przed oddaniem ważnego projektu. Musisz wyczuć moment i poprosić szefa o spotkanie. Kiedy się umówicie na konkretny termin, wówczas zarówno Ty jak i szef będziecie mieli czas by do rozmowy się przygotować.

Znaj swoją wartość
Podczas rozmowy z szefem postaraj się opanować, mówić rzeczowo i konkretnie, oczywiście językiem korzyści. Jeżeli naprawdę dajesz z siebie wszystko i proaktywnie podchodzisz do swoich obowiązków, nie powinno to stanowić dla Ciebie problemu. Naprawdę warto znać swoją wartość i umieć się przedstawić w pozytywnym świetle. Opanowałeś kryzys, gdy klient chciał niemal zrezygnować z Waszych usług, a Ty przekonałeś go, że warto by z Wami pozostał? Przychodziłeś do pracy o 7, a wychodziłeś o 19, gdy trzeba było maksymalnie się spiąć i skończyć projekt w tydzień? A może przez pewien czas zastępowałeś kolegę z działu, wykonując zarówno jego jak i swoje obowiązki? Rozmowa z szefem to miejsce, by umiejętnie wpleść informację o swoich zasługach. Warto również pokazać, że identyfikujesz się z firmą, że dobrze się tam czujesz i chcesz rozwijać się w tej organizacji. Taki pracownik to skarb!

A co, jeśli szef odmówi?
Możesz poczuć się rozczarowany, ale świat się nie kończy. Zapytaj konkretnie co musisz zrobić by otrzymać podwyżkę i kiedy możecie wrócić do tematu. Prawdopodobnie szef poda Ci jakieś ramy czasowe i warunki - spełnij je i nie zapomnij w umówionym czasie wrócić do tematu. Jest duża szansa, że wtedy Ci nie odmówi, gdyż okazałoby się, że jest niesłowny.

Może się jednak zdarzyć, że akurat w Twojej firmie nie da się już uzyskać podwyżki. Czasem tak po prostu jest, np. z powodu złej sytuacji finansowej. Warto wówczas na spokojnie rozglądać się po rynku pracy, rozsyłać CV na ciekawe ogłoszenia, chodzić na rozmowy. Masz tę przewagę, że posiadasz źródło utrzymania i możesz trochę przebierać w ofertach, nie akceptując pierwszej lepszej. Jeżeli jednak trafi się coś naprawdę wartościowego, nie wahaj się zmienić pracy. Umiejętność podejmowania trafnych decyzji to jedna z cech osób finansowo inteligentnych.




A jakie są Wasze metody na otrzymanie podwyżki? Może jesteście takimi szczęściarzami, że szef sam Wam zaproponował zwiększenie wynagrodzenia? Dajcie znać w komentarzu!

Pozdrowienia :)
Justyna



Zapraszam na mojego facebooka!