czwartek, 7 lipca 2016

Sukcesy w edukacji finansowej najbliższych :-)

Witajcie Kochani,

Dziś chciałabym podzielić się z Wami moim pierwszym krokiem do sukcesu :) Dwie bliskie mi osoby zaczęły w końcu robić COŚ w dziedzinie finansów. Można powiedzieć, że raczkują, ale zawsze lepsze to, niż stanie w miejscu i trwanie w złych przyzwyczajeniach. Do zmian oboje zostali zachęceni przeze mnie, zobaczymy jak się potoczy sytuacja, ale jestem bardzo szczęśliwa z tych pierwszych kroków :)




MÓJ CHŁOPAK

Od początku roku, kiedy sama porządnie wzięłam się za oszczędzanie, namawiałam mojego chłopaka, żeby zaczął spisywać i analizować swoje wydatki. E. ma taki problem, że jego oszczędności stoją w miejscu już od jakiegoś czasu. Mimo, że nie zarabia najgorzej, a do tego firma opłaca mu służbowe mieszkanie i auto, poziom oszczędności od dłuższego czasu stoi w miejscu... Tym samym, przez pół roku gadałam sobie w próżnię, aż pod koniec czerwca E. siadł do paragonów zbieranych przez cały miesiąc i zaczął je wpisywać do tabelki skopiowanej ode mnie :)

Jak na pierwszą próbę przystało, nie była ona jakaś rewelacyjna, ponieważ okazało się, że ma paragony tylko na 900 zł. Niemniej, dla mnie to było naprawdę coś! Głównie dlatego, że mój Luby się w to bardzo wkręcił i od lipca namiętnie spisuje każdy wydatek. Ostatnio gdzieś sobie razem szliśmy, a E. mówi do mnie: "zapamiętaj, że wydałem 8 zł na xxx bo nie dali mi paragonu" :)

Otrzeźwieniem dla niego był równiez fakt, że 5 lipca nie miał na koncie 800 zł i nie potrafił z głowy powiedzieć na co je wydał. Oczywiście doszliśmy mniej więcej na co poszły te pieniądze (choć nie wszystkie), ale widzę, że E. bardzo się tym przejął i gorliwie rejestruje swoje wydatki. Dla mnie to początkowy level, ale dla osoby, która nigdy tego nie robiła to naprawdę coś. Mam nadzieję, że zacznie się wysoko wspinać po tej drabince :)

MOJA MAMA

Innym sukcesem, z którego jestem ogromnie dumna jest moja mama, która całe życie była bardzo rozrzutna. Była też bardzo hojna, ale to jednak sprawiało, że niewiele zostawało jej w portfelu. Zwykle wydawała całą wypłatę, a pamiętam też, że często się zapożyczała u zaprzyjaźnionej sąsiadki... Wiecie, jako dziecko nie widziałam zła tego wszystkiego, ale im więcej zaczęłam rozumieć, tym bardziej dostrzegałam, że coś jest nie tak. No bo jak to możliwe, że mama, która zarabiała sporo więcej niż tata, nic nie odkładała, a tata z niewielkiej wypłaty potrafił naprawdę sporo zaoszczędzić?

W obliczu tego wszystkiego namówiłam niedawno mamę do założenia konta w BZWBK - konta oprocentowanego na 4%, żeby jej pieniądze pracowały. Od kwietnia mama postanowiła odkładać jakieś sumy i co miesiąc przekazuje mi kilkaset złotych, bym wpłaciła jej we wpłatomacie :) Wiem, że dla Was to może być nic wielkiego, ale dla mnie to ogromna zmiana. Mama zaczyna budować jakiekolwiek oszczędności! Jestem z niej dumna i cieszę się, bo lepiej późno niż wcale!



Mam nadzieję, że te pierwsze kroki są tylko początkiem podróży w stronę wolności finansowej obojga. Będę ich wspierać i motywować. Mój E. sam jest bardzo zmotywowany, mam też wrażenie, że pojawił się między nami drobny element rywalizacji (kto więcej zaoszczędzi), co akurat w tej kwestii jest poztywną rzeczą :) A jak to wygląda u Was? Macie w najbliższym otoczeniu osoby, które potrzebują finansowego nawrócenia? Jakiejś porady, wskazówek? Jak z nimi rozmawiacie?

Pięknego nadchodzącego weekendu!
Justyna

18 komentarzy:

  1. ja od dluższego czasu pracuję nad rodzicami... strasznie są oporni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale w jaki sposób? nic nie odkładają czy mają tendencje do zadłużania się?

      Usuń
  2. Mój mąż pomalutku zaczyna łapać choć jak pani wcisnęła promocję na abonament to wziął ;) co mi się średnio spodobało, bo dodatkowo dobrał intenet, który już wymówiliśmy, ale internet przejmuje teściowa, ona będzie korzystać i płacić także wyszliśmy na tym jeszcze całkiem nieźle. Ja w sumie nie mam kogo uczyć. Teściową opisałam, gorzej chyba oszczędnym być nie można haha :D Pozdrawiam, Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój E. poszedł do banku by zrobić coś żeby nie płacić za konto. Pani w banku zaproponowała mu darmowe konto pod warunkiem, że podpisze umowę o kredyt odnawialny, a do tego wrzuci większość swoich oszczędności na "rewelacyjnie" oprocentowaną lokatę, na całe 0,95% w skali roku, na 6 miesięcy... Nie skomentuję... Zarobił na tym grosze, gdybym ja obracała tymi pieniędzmi to zarobiłabym kilka razy więcej :/ No ale cóż, powoli nad nim pracuję i mam nadzieję, że więcej takiego numeru nie zrobi :) Ach ci panowie...

      P.S. Teściowa chce za coś płacić??? :D

      Usuń
  3. Jak ja bym chciała wygrać walkę z pracowaniem nad rodzicami.
    Od dziecka pamiętam, ile by nie zarabiali i tak byli pod kreską. Narobili długów, mama od 15 lat musi wyjeżdżać zarabiać (nie małe pieniądze) i wciąż...siedzą w długach. Rozmowy na ten temat zawsze się kończą tak że 'gdybyśmy mieli z czego to byśmy odkładali'. Są zjedzeni przez konsumpcyjny świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze... Widzę, że trudny temat... Ale na co wydają pieniądze w sumie? Domyślam się, że się zadłużają, a potem pracują na spłatę długów, ale gdzie im się rozchodzi kasa? Stricte na konsumpcję?

      Przydałaby im się książka Marcina Iwucia "Jak zadbać o własne pieniądze" (http://marciniwuc.com/jak-zadbac-o-wlasne-finanse/), albo też właśnie się wydająca książka Michałą Szafrańskiego "Finansowy Ninja" (polecam w ciemno: http://finansowyninja.pl/finansowyninja/), pytanie tylko czy oni zechcą cokolwiek przeczytać z tej tematyki... Bardzo często ludzie w takiej sytuacji są dość uparci i ciężko im uświadomić, że problem leży w ich błędnym postępowaniu...

      Usuń
  4. No i możesz być z siebie dumna! Ja też widzę powoli swój wpływ na rodzinę...może nie spektakularny, ale zawsze. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to też nic spektakularnego, pierwsze kroczki dopiero, ale tym bardziej cieszą... :) Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  5. Moi rodzice nie mają problemów z oszczędzaniem czy odkładaniem funduszy na czarną godzinę. W mojej rodzinie raczej brakuje wyczucia finansowego do inwestycji w coś innego niż lokaty bankowe, zazwyczaj na tym tracimy ( nie jakoś spektakularnie, a czasem jest to wyjście na 0 no ale przez ten czas na lokatach był by lepszy procent:D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już i tak są na o wiele wyższym poziomie w inteligencji finansowej niż moi, którzy jeśli już mieli pieniądze, to trzymali je na zwykłym nieoprocentowanym koncie całe życie... :)

      Usuń
  6. Moj chlopak odkad ze mna jest tzn mieszkamy razem ( musze nieskromnie przyznac:)) to zrobil super postepy, juz nie kupuje kazdej pierdoly jaka mu wpadnie w oko,nawet zaczelismy razem odkladac na wakacje!!Fajnie widziec ze twoim racjonalnym podejsciem do kasy motywujesz swoje otoczenie:)

    Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie, to właśnie pozytywny wpływ na drugą osobę najbardziej cieszy :) Cieszę się, że przejmuje od Ciebie dobre nawyki.

      Usuń
  7. Moi rodzice dla mnie są mistrzami oszczędzania, chociaż jak byłam dzieckiem to często się buntowałam, że nie chcą mi nic kupować, nigdzie nie wyjeżdżamy itp. Teraz jak na to patrzę, to widzę, że musieli bardzo rozsądnie gospodarować pieniędzmi, bo są rolnikami, i właściwie dochody uzyskują raz w roku, i to im musi wystarczyć na cały kolejny, zostawiając zabezpieczenie na jakieś anomalia pogodowe, które niestety często krzyżowały plany:) Już niedługo dodam post, w którym opiszę, jak będąc dzieckiem organizowałam sobie pieniądze na zachcianki, słodycze, szkolne wycieczki:) Szkoda, że umiejętność oszczędzania z dzieciństwa zanikła gdzieś po drodze, ale powoli staram się ją odnaleźć. Co do Męża, to właśnie nad nim Intensywnie pracuję od kilkunastu miesięcy, są duże postępy, ale nadal czasem się buntuje, i nie rozumie, czemu nie może sobie kupić jakiegoś "niezbędnego" gadżetu itp:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Olu, z niecierpliwością czekam na Twoją historię z dzieciństwa. Chętnie poczytam! Ja też byłam bardzo oszczędnym dzieckiem, jak na coś zbierałam to potrafiłam sobie wszystkiego odmówić by tylko szybciej osiągnąć cel. Co do męża, myślę, że to kwestia czasu :) Ja nad swoim chłopakiem ubolewałam, ale teraz widzę, że jest z nim coraz lepiej. Już nie trzyma oszczędności całego życia na nieoprocentowanym ROR, do tego zaczął spisywać i analizować wydatki, też nie chcę go zarzucić wszystkim na raz, cieszę się z pierwszych kroków i z tego, że złapał bakcyla. Za Was też trzymam mocno kciuki!

      Usuń
  8. Ja też jestem bardzo oszczędny. Wydaję wtedy kiedy muszę, czyli wtedy kiedy musze oddać mojej dziewczynie za to, że jest...

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie, że udaje Ci się inspirować najbliższych do działania, to zawsze daje dużo satysfakcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to prawda, satysfakcja też jest, ale bardziej cieszę się, bo to przynosi świetne efekty w ich życiu.

      Usuń